Zbieg okoliczności czyli chaos (i nie tylko).

Na chemię, na Uniwersytecie Warszawskim, gdy podanie złożyła moja Mama (była moją Mamą nawet na wiele lat przed moim urodzeniem), obowiązywał tak zwany konkurs matur, czyli przyjmowano tych, kórzy mieli nalepsze stopnie na maturze. Mama miała same piątki, ale na studia jej nie przyjęli, bo tego akurat roku Żydów na chemię nie przyjmowano. Musiała odczekać cały rok. Kulturalnie moja Mama była Polką, ale kultura i antysemityzm to są dwie sprzeczności (taki popularny kiedyś, nielogiczny żart – dwie sprzeczności).

Mama przejściowy rok uprzyjemniła sobie chodzeniem na wykłady z matematyki. Wspominała Wacława Sierpińskiego, ale najcieplej Samuela Dicksteina, i jego sarmackie wąsy, które z animuszem podkręcał w czasie wykładów. Chciałbym więcej napisać o matematykach, ale nie tutaj na to miejsce. Kto ma ochotę, niech poszuka o nich na Internecie. Warto!

Koniec Mamy studiów na chemii wypadł więc na rok 1939. Mama ukończyła zajęcia, jej magisterska praca dyplomowa otrzymała najwyższą ocenę i specjalne wyróżnienie, zdała wszystkie egzaminy (jak to Mama, na same piątki – nie oddziedziczyłem tej cechy). Pozostała tylko miła ceremonia oficjalnego uznania i wręczenia dyplomu. Tyle, że akurat tego dnia wybuchła Druga Wojna Światowa. Druga i dla świata, i dla moich rodziców. Mama dyplomu nie otrzymała, nie została oficjalnie magistrem.

Rodzice byli skromni, a Mama wręcz nieśmiała. Po Wojnie wielu, którym daleko było do ukończenia studiów, wszystko jedno bezczelnie podawali się za magistrów, inżynierów, itp., ale nie moi rodzice, nie Mama. Odtąd przez lata, po prostu już zawsze, miała przez to niższą pozycję, niższą pensję, a przede wszystkim gorsze samopoczucie.

Większość mojej rodziny Wojny nie przetrwała, zginęła. Gdy mówi się o tragediach wojennych, to niemal wyłącznie o zabitych i okaleczonych. A przecież moją Mamę spotkała dotkliwa krzywda ze strony duchowego sojuszu antysemitów (endeckich i podobnych im nędzników) i Hitlera.

Zawsze znajdą sie także jakoś tam zabawne momenty. Ojciec nie wyglądał na Żyda. Gdy w czasie prześladowań na uczelni Ojciec bił się po stronie Żydów, to antysemickie chłystki odpędzały go, wyzywając go od pachołków żydowskich.

Ojciec, młodszy od Mamy, związał się z Mamą uczuciowo, gdy był jeszcze uczniem, a stali się małżeństwem w rok po jego maturze, gdy powrócił po roku studiów we Francji. Tyle, że oficjalnie ślubu nigdy nie wzięli. Po prostu, od czasu Wojny, podawali się za małżeństwo. I byli małżeństwem pięćdziesiąt lat, aż ich rozłączyła śmierć mojej Mamy.


Wspomnienia i przemyślenia (spis rzeczy)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *